Chyba nie tylko na Wybrzezu Kosci Sloniowej, ale we wszystkich krajach afrykanskich istnieja dwa rodzaje szpitali; dla bogatych i biedoty. Nie moge ukrywac, ze w szpitalu dla biednych nie bywamy zbyt czesto, no moze ja, gdyz nie jestem zwiazana bezposrednio z akcja socjalna. Ale wczoraj bylo inaczej. Przyszla pewna mloda mama ze skierowaniem do szpitala gdyz dziecko, siedmiomiesieczna dziewczynak ma silna anemie i potrzebuje aby jej podac krew. Przyszla do nas, bo od dziecka przychodzila sie tutaj bawic i liczyla, ze siostr jej pomoga. Wiedzac, ze w domu jest prawdziwa nedza, ojciec bez pracy, bez dachu nad glowa i maz w dodatku pojechal do rodzinnej wioski na nie wiadomo ile czasu, albo calkiem zniknie z jej zycia. tak niestety sie tu czesto dzieje, kiedy ludzie traca prace , nie maja za co zyc, to lepiej sie ulotnic a kobieta niech sobie glowe smaruje jak przezyc ona i dzieci.
Tak wiec Helena przyszla do nas pokazujac nam skierowanie. Co bylo robic? Nie mozna narazac dziecka na pewna smierc. Jedna z siostr pojechala z nia do szpitala. To bylo gdzies okolo godziny 10 rano. Z jednego szpitala do drugiego w poszukiwaniu krwi, o godz 17 siostra dzwoni, ze nie ma krwi nawet w Centrum dystrybucji, wiec trzeba zostawic dziecko w szpitalu i czekac az bedzie krew, kiedy , nie wiadomo. W domu wlasnei bylo zebranie naszych siostr, sporrod nich znalazlysmy dwie chetne, kotre mialy te sama grupe krwi co dziecko, aby w ten sposob przyjsc z pomoca. Pojachalam z nuimi do Centrum, ale neistety tutaj spotkalysmy sie z odmowa przyjecia nas i pobrania krwi. Rozumiem, ze nalezaloby ja zbadac, choc siostry maly ostatnie wyniki badan, ale coz , glowa muru nie przebijesz. W koncu okolo godz 20 dojechala krew, ale ludzi bylo tyle, ze hej.... Powiedziano siostrze aby czekala byc moze cos zostanie i dla nas. ja w tym czasie odwiezlam siostry do domu i czekalam na telefon by wrocic po siostre i ewentualnie krew. zadzwonila dobrze po godz 22, wiec szybko teraz do szpitala. Kiedy dojechalysmy tam, nasza mala juz miala podlaczona kroplowke i spala. Dowiedzialysmy sie,z e w miedzyczasie zmarlo 4 dzieci z powodu silnej anemi i braku krwi.
Nasza mala zostala ocalona, ale tamte dzieci nei maily takiego szczescia jak ona.
Dlaczego tak brakuje krwi i dzieci tak licznei umieraja? Lipiec i sierpien sa tutaj miesiacami deszczowymi , dosc chlodnymi i przy tym szalenie duzo komarow. Jest wiec to czasz szalenstwa malarii,ktore zreszta i nas w tym roku nie poszczedzila. Ale ludzie tutejsi nie umieja sie przed nia bronic mimo, ze od wiekow z nia zyja. Bardzo zwlekaja z pojsciem do lekarza, czasem az do ostaniej chwili i dlatego potem sa tego konsekwencje, ze nic sie juz nie da zrobic. jest to zrozumiale z powodu biedy a czasem nawet mentalnosci. Z dziecmi jest jeszcze gorzej, bo u nich trzeba zauwazyc chorobe, samo nie powie ze jest chore. Malaria jest dosc trudna do wykrycia, jesli ososba nie powie jakie ma objawy.
Czy jest jakas rada na to? tak i nie; edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja ...;
Do domu wrocilysmy po godz 23, dzisiaj mala juz wyszla ze szpitala. Miejmy nadzieje ze teraz odzyska sily i anenia juz jej nie oslabi. Tego dnia szpital byl przepelniony chorymi dziecmi, jakby sie zmowili. i wiekszosc wlasnie anemia spowodowana malaria i zlym odzywianiem. A warunki w jakich dzieci byly przyjmowane, az skora cierpnie.... nie wiem czy nasze polskie dzieci by przezyly w takich warunkach.