Créer un blog Présentation

Nom du blog :
misjedzieciradosc
Description du blog :
C'est le lieu où j'aime partager mes experience missionnaires vecu en Côte d'Ivoire et autres
Catégorie :
Blog Religion
Date de création :
21.11.2007
Dernière mise à jour :
21.08.2008
RSS

Rubriques

>> Toutes les catégories <<

Navigation

Accueil
Livre d'or misjedzieciradosc
Créer un blog
Contactez-moi !
Faites passer mon Blog !
Mes blogs et sites préférés

Billets les plus lus

· nasza misja
· Nasze Centrum
· Misje
· Centrum
· Abidjan
· Pozegnanie
· Ogien
· Kolejna ofiara
· nasza misja
· zyczenia

Statistiques



Recherche personnalisée

Derniers commentaires

INVITATION
13.04.2008
brawo
16.02.2008
brawo
16.02.2008
brawo
16.02.2008
Super
23.11.2007
Félicitation
22.11.2007
RSS

Autres blogs à visiter :

· cecinestpas1blog
· lireenpremiere
· terimanoteea
· doudthehurricane
· edouardtamba
· djamazz
· sectionlbamiens
· nosimpressions
· sergegrah
· kabylieazouzanet



Przygoda

Przygoda

Posté le 06.04.2008 par misjedzieciradosc
Wyjazd do Yamoussoukro, polozonego 250 km od Abidjanou, polaczylismy z wizyta w dwoch wioskach w celu znalezienia rodzin dzieci, ktore sa w naszym „Domu dla dzieci w trudnej sytuacji”. Szczegolnie zalezalo nam na znalezieniu rodzicow Marysi. Dziwczynka trafila do nas przez policje, znaleziona na targu, gdzie jak twierdzila, zgubila sie i nie mogla odnalezc drogi do domu. Marysia miala wtedy jakies 5.5 roku, gdyz dzis ma 8 lat i juz od ponad dwoch lat jest u nas. Do tego czasu nikt nie zglosil na policje znikniecia dziecka. Z jej opowiadan wnioskujemy, ze dziecko nie bylo w swojej naturalniej rodzinie, ale w rodzinie, gdzie byla wykorzystywana do prac domowych.
Dziewczynka pamieta, ze jej dziadkowie sa w wiosce polozonej niedaleko miasteczka o nazwie « La Côta » Tam wiec musielismy sie udac by zostawic zdjecie, adres , telefon z prosba o kontakt jesli ktos rozpozna dziecko. Dziwnym nam sie wydawalo, ze rodzice przez ten czas nie zaintresowali sie, co sie z dzieckiem dzieje. Ale czasem jest to zrozumiale, poglebiajaca sie nedza, brak srodkow do zycia powoduje, ze ludzie zadawalaja sie jesli ktos inny moze sie zajac ich dzieckiem i ze strachu, aby im nie przypomniano obowiazkow rodzicielskich, nie szukaja go, nie daja znakow zycia. My szukamy dziadkow w La Côta, a moze rodzice z dala obserwuja dziecko, dobrze wiedzac, gdzie mala jest i ze jest jej tam dobrze...
Do miasteczka dotarlismy bez problemow nie liczac, ze musielismy nadrobic drogi o jakies 150 km, a to z uwagi na strajk, jaki byl od rana przy wyjezdzie z miasta. Wojna pozostawila tzw” korytarze”. Kazde wieksze misteczko ma taki korytarz, w ten sposob wojsko panuje nad sytuacja, kontrolujac przeplyw ludzi i nie tylko. Wczesnym rankiem mlodzi ludzie zablokowali ten „ korytarz” wyrazajac przez to swoje niezadowolenie, gdyz ceny zywnosci nagle bardzo podskoczyly do gory. Nie bylo wyjscia, nie mozna bylo z nimi dyskutowac, by nas ewnetualnie przepuscili, fakt, ze jestesmy bialymi byl juz wystaczajaco nieciekawy, wiec lepiej bylo zawrocic i szukac innej drogi. Kosztowalo nas to te 150 dodatkowych kilometrow....
Druga wioska, do ktorej chcielismy pojechac znajduje sie juz duzo blizej naszego celu podrozy, czyli Yamoussoukro, ale za to dobrze ukryta w buszu. Kilka tygodni temu przyszla do nas dziewczynka, w wieku jakies 15 lat, wyglodzona i z ranami na dloni. Poprosilysmy o pomoc siostry Misjonarki Milosierdzia ( od Matki Teresy), gdyz one maja szpital, aby przebadaly panne i zobaczyly co mozna zrobic z ranami na rece. Siostry zajely sie Adja, a my zaczelysmy przygotowywac jej miejsce w naszym domu dla dziewczat, myslac, ze moze potem wyslemy ja na kurs alfabetyzacji i nauczy sie jakiegos zawodu. Historia dosc typowa ; ucielka od kobiety , u ktorej miala pracowac, bo ta ja zle traktowala. Zreszta o tym latwo mozna bylo sie przekonac, patrzac na Adje, na jej ubranie, rece w ranach, wlosy potargane... Po tygodniu pobytu w szpitalu u siostr, okazalo sie, ze dziewczynka nie bedzie mogla do nas wrocic, jest chora na AIDS, wiec nie mozemy jej umiescic z naszymi dziecmi, oddac do sierocinca, tez nie mozna, bo ma rodzine. Jedyne wyjscie to poszukanie rodziny. Panna chetnie opowiadala, gdzie jest jej dziadek, ze to daleko, myslac, ze my raczej tam nie pojedziemy. Kiedy widzialysmy, ze nie ma dla niej innej mozliwosci, jest juz podleczona, regularne wyzywienie tez wzmocnilo jej sily, postawilysmy przylaczyc te historie rowniez do mojego wyjazdu. Jadac wlasnie do tej wioski o nazwie Ketepre, przyszlo nam miec przygode z woda. Pora deszczowa wlasciwie dopiero sie zaczyna, ale deszcze sa obfite. Droga przez busz nie zawsze byla zbyt dobra, ale jakos dalo sie przejechac, i oto w pewnym momencie przed nami pokazala sie kaluza, nie az taka wielka, ale koniecznie trzeba bylo przez nia przebrnac, bo droga byla bardzo waska i zadnej innej mozliwosci. Pomiary zrobione patykiem niby nas utwierdzily, ze kaluza jest przejezdna. Ale rzeczywistosc okazala sie inna, kilkanascie centymetrow i juz samochod nie chial dalej sie posunac, ani do przodu , ani do tylu… co tu robic ? Dochodzila 16 godzina, za niecale dwie godziny bedzie noc, a to nieciekawe zostawac na noc w buszu, w dodatku calkowicie nieznanym. Wioska, ktora zostawilismy za soba byla oddalona o jakies 4 km. Wracac na piechote, aby poprosic o pomoc ? To bylo jedyne wyjscie. Nie ma mowy o mapach, te wioski nie sa zaznaczone na zadnej mapie…. Jednak mielismy sporo szczescia. Niedaleko nas bylo pole i tam pracowal mlody czlowiek, slyszac halas silnika, przyszedl zobaczyc co sie dzieje. Sam jednak nie dal rady, wiec poszedl po pomoc. Pomyslalam, ze jak poszedl do wioski co za nami, to bedzie to dosc dlugo trwalo. Upewniwszy sie, ze wioska, do ktorej mielismy sie udac, jest za jakies 3 km poradzilam wychowawczyni by ruszyla w droge z Adja, a my jak tylko uda nam sie auto wyciagnac z wody, jakos do nich dojedziemy.
Na cale szczescie, nie musielismy az tak dlugo czekac. Mlody czlowiek nie szedl do wioski, a jedynie na sasiednie poletko gdzie pracowali jego bracia.
W piatke wypchali samochod z wody, swymi maczetami wycieli wysoka trawe i juz wtedy latwiej moglam przejechac, moczac jedynie jedna strone kol.
Szybko dogonilsmy naszych piechorow i razem dojechalismy do wioski. Okazalo sie, ze nasza panna dosc dobrze sobie wszystko przypomniala i sama nam wskazala dom dziadka. Tam byli mile zaskoczeni jej przybyciem i jak sie dowiedzieli, ze jedziemy az z Abidjanou, bardzo nam dziekowali. Przy takiej okazji, zawsze trzeba usiasc i wyjasnic, co i jak. Mozna przy tym przyjac ich posilek, ale mysmy sobie to podarowali, nie abysmy byli syci, bo wlasciwie poza sniadaniem nic nie mielismy w ustach, ale raczej z uwagi na godzine, jaka sie zblizala, chcialam za wszelka cene dojechac do miasta aby wychowawczyni mogla jeszcze zlapac jakis autobus jadacy do stolicy.
Krotko wiec zostala opowiedzina historia, jak Adja trafila do nas, oczywiscie wszystko bylo mowione z jezyku Baulé, po francusku rozmawial tam jedynie wnuk dziaka Adjy. Dowiedzielismy sie wiec, ze mama Adjy jest chora i nie zawsze panuje nad soba i wtedy Adja otrzymywala baty, potem oddala ja do pracy do swojej znajomej, ale tam dziewczynka tez nie miala szczescia. Przez to nauczyla sie uciekac z domu i to byla jej kolejna ucieczka. Tym raem jednak obiecala nam i dziadkowi, ze juz nie bedzie uciekac. Musielismy tez poinformowac jej opiekuna o chorobie, aby uniknac innych zarazen; mamy nadzieje, ze wezmie na powaznie nasze rady.
Juz zapadala noc kiedy dotarlimsy na dworzec w Yamoussoukro. Mielismy tez szczescie, Liliane nasza wychowawczyni, znalazla jeszcze miejsce w autobusie. A my juz ze spokojnym sercem udalismy sie w strone bazyliki...



--


:: Poster un commentaire

Votre nom : *
Votre adresse email : *
Titre du commentaire : *
Votre commentaire : *
Votre centerblog : http://.centerblog.net

Code de validation

CAPTCHA Image

Pour valider votre commentaire, vous devez recopier ci-dessous le chiffre que vous lisez sur l'image à gauche :

 

Ce blog est hébérgé par centerblog. Créer un blog c'est simple, rapide et gratuit sur centerblog.net !
Signaler un abus