Créer un blog Présentation

Nom du blog :
misjedzieciradosc
Description du blog :
C'est le lieu où j'aime partager mes experience missionnaires vecu en Côte d'Ivoire et autres
Catégorie :
Blog Religion
Date de création :
21.11.2007
Dernière mise à jour :
15.06.2008
RSS

Rubriques

>> Toutes les catégories <<

Navigation

Accueil
Livre d'or misjedzieciradosc
Créer un blog
Contactez-moi !
Faites passer mon Blog !
Mes blogs et sites préférés

Billets les plus lus

· nasza misja
· Nasze Centrum
· Misje
· Centrum
· Abidjan
· Pozegnanie
· nasza misja
· zyczenia
· Alfabetyzacja
· swietowanie

Statistiques



Ajoutez aux favoris 20 derniers commentaires

INVITATION
13.04.2008
brawo
16.02.2008
brawo
16.02.2008
brawo
16.02.2008
Super
23.11.2007
Félicitation
22.11.2007
RSS

Blogs à découvrir :

· cecinestpas1blog
· lireenpremiere
· terimanoteea
· doudthehurricane
· edouardtamba
· djamazz
· sectionlbamiens
· nosimpressions
· sergegrah
· kabylieazouzanet

Chrzest i I Komunia sw

Posté le 15.06.2008 par misjedzieciradosc
Chrzest i I Komunia

Juz prawie koniec roku katechetycznego. Jest on uwienczony przyjeciem Sakramentu Chrztu i I KOmunii sw przez okolo 150 dzieci i mlodziezy z naszej parafii.
Wszyscy ubrani w jednakowy stroj ( tutaj jest bardzo rozpowszechnione ubieranie sie w uniform dla podkreslenia waznosci tego co sie swietuje lub przezywa) W tym roku caly kraj wybral ten sam material na stroj wszelkich celebracji religijnych w kosciele katolickim. Moz nam w Europie jest to trudno zrozumiec, ale tutaj jest to bardzo normalne) dlatego zobaczycie kosciol wypelniony osobami ubranymi tak samo....
Ale nie ubior jest najwazniejszy. Dzieci i mlodziez byli dzis naprawde bardzo przejeci tym co przezywali i tym co im powiedzial kaplan. Podczas dziekczynienia sami zaspiewali piosenke, w ktorej wyrazili swoja radosc z przynalezenia do Chrystusa. Slowa pisenki byly mniej wiecej takie: „ nic ne zdola nas odlaczyc od milosci Chrystusa, Bog wzywa nas, abysmy niesli radosc innym”. A po zakonczeniu Mszy sw, ktora trawala ponad 3 godziny, z wielka radoscia kazdy udal sie do swego domu.
Na naszej misji trzy dziewczynki otrzymaly chrzest swiety, wiec cala misja swietuje.



--

Przyjmij biala szate...

Posté le 15.06.2008 par misjedzieciradosc
Przyjmija biala szate

Msza na zakonczenie swieta

Posté le 08.06.2008 par misjedzieciradosc
Msza sw dziekczynna za 25 lat istnienia diecezji

maj w Afryce

Posté le 08.06.2008 par misjedzieciradosc
Powinnam byla napisac o tym 24 maja, ale deszcz, ktory wlasnie nas zalewa, stale zmuszal mnie do interwencji w lataniu dziur, odtykaniu zatkanuch kanalow lub bieganiu po lekarzach z naszymi dziecmi.
Mamy teraz pore deszczowa wiec jest bardzo duzo deszczu a co gorsza zaczynaja sie tez bardzo silne huragany. Mieszkamy blisko morza wiec to nie powinno byc zadziwiajace, ale jednak starzy mieszkancy tego zakatka, sa troche zaskoczeni taka iloscia silnych wiatrow. Za kazdym razem, jak taka wichura przeleci przez maisto, trzeba potem naprawiac wiele szkod: zwalone slupy, zerwane linie elektryczne, powalone piekne drzewa. Czasami tez zdarzaja sie wypadki smiertelne; a to dzieci bawily sie w wodzie, gdzie spadl drute zerwany ze slupa, a to spadajaca wielka reklama przywalila samochod lub przechodnia. W tym roku pora deszczowa troche sie nam smutnawo kojarzy, miejmy nadzieje, ze sie dobrze jednak skonczy.
Przed nami praktycznie juz wakacje, ostatnie zadania kontrolne dzieci i mlodziezy, egzaminy miedzykasowe. Jak zwykle matura bedzie w lipcu albo w sierpniu. Egzaminy dyplomowe tez juz sie rozpoczely.
A dla czego mialam o tym wszystkim pisac 24 maja? Bo to nasze wielkie swieto salezjanskie. Uroczystosc Maryi Wspomozycileki. Tym bardziej uroczyscie obchodzone w tym roku rowniez dlatego, ze Papiez wlasnie Wspomozycielce zawierzyl Chiny.
Przez 9 dni przygotowywalismy sie do tego swieta poprzez nowenne. W sam dzien Wspomozycielki byla, Maryja przeszla ulicami naszej dzielnicy, rzesze ludzi wyszlo na jej spotkanie, moze nawet ci co Jej nie znaja, ale Ona blogoslawila wszystkim, szczegolnie dzieciom co z tak wielka radoscia biegaly i radowaly sie. Procesje u nas maja podwojny cel. Kazda procesja to wyznanie naszej wiary, to swiadectwo naszej przynaleznosci do Chrystusa i Jego Matki. Takie swiadectwo, tutaj , w kraju tak bardzo jeszcze poganskim, pociaga za soba innych. Wiele osob przychodzac potem na nauke katechizmu potwierdzaja to mowiac, ze jak ostatni raz procesja przeszla obok ich domu, jakis niepokoj sie wkradl do ich serca i zaczeli sie zastanawiac dlaczego, az do czasu kiedy zdecydowali sie zapytac sasiadow, czy mozna przyjsc do naszego kosciola.
Na zakonczenie procesji zostala odprawiona uroczysta Msza sw.

krokodyl

Posté le 12.04.2008 par misjedzieciradosc
Krokodyl
Jedna z atrakcji w Yamoussoukro sa krokodyle... Wielkie stado „ pilnuje” palacu prezydenckiego. W tym dniu udalo sie nam zobacyzc tylko trzy, w tym jeden nawet na brzegu, gdyz najprawdopodobnej samica zlozyla jajak w piachu i je pilnowala. Kiedy pracownik zieleni sie zblizal do ogrodzenia ona juz wyskakiwala z wody aby bronic swych jajek.

Przygoda

Posté le 06.04.2008 par misjedzieciradosc
Wyjazd do Yamoussoukro, polozonego 250 km od Abidjanou, polaczylismy z wizyta w dwoch wioskach w celu znalezienia rodzin dzieci, ktore sa w naszym „Domu dla dzieci w trudnej sytuacji”. Szczegolnie zalezalo nam na znalezieniu rodzicow Marysi. Dziwczynka trafila do nas przez policje, znaleziona na targu, gdzie jak twierdzila, zgubila sie i nie mogla odnalezc drogi do domu. Marysia miala wtedy jakies 5.5 roku, gdyz dzis ma 8 lat i juz od ponad dwoch lat jest u nas. Do tego czasu nikt nie zglosil na policje znikniecia dziecka. Z jej opowiadan wnioskujemy, ze dziecko nie bylo w swojej naturalniej rodzinie, ale w rodzinie, gdzie byla wykorzystywana do prac domowych.
Dziewczynka pamieta, ze jej dziadkowie sa w wiosce polozonej niedaleko miasteczka o nazwie « La Côta » Tam wiec musielismy sie udac by zostawic zdjecie, adres , telefon z prosba o kontakt jesli ktos rozpozna dziecko. Dziwnym nam sie wydawalo, ze rodzice przez ten czas nie zaintresowali sie, co sie z dzieckiem dzieje. Ale czasem jest to zrozumiale, poglebiajaca sie nedza, brak srodkow do zycia powoduje, ze ludzie zadawalaja sie jesli ktos inny moze sie zajac ich dzieckiem i ze strachu, aby im nie przypomniano obowiazkow rodzicielskich, nie szukaja go, nie daja znakow zycia. My szukamy dziadkow w La Côta, a moze rodzice z dala obserwuja dziecko, dobrze wiedzac, gdzie mala jest i ze jest jej tam dobrze...
Do miasteczka dotarlismy bez problemow nie liczac, ze musielismy nadrobic drogi o jakies 150 km, a to z uwagi na strajk, jaki byl od rana przy wyjezdzie z miasta. Wojna pozostawila tzw” korytarze”. Kazde wieksze misteczko ma taki korytarz, w ten sposob wojsko panuje nad sytuacja, kontrolujac przeplyw ludzi i nie tylko. Wczesnym rankiem mlodzi ludzie zablokowali ten „ korytarz” wyrazajac przez to swoje niezadowolenie, gdyz ceny zywnosci nagle bardzo podskoczyly do gory. Nie bylo wyjscia, nie mozna bylo z nimi dyskutowac, by nas ewnetualnie przepuscili, fakt, ze jestesmy bialymi byl juz wystaczajaco nieciekawy, wiec lepiej bylo zawrocic i szukac innej drogi. Kosztowalo nas to te 150 dodatkowych kilometrow....
Druga wioska, do ktorej chcielismy pojechac znajduje sie juz duzo blizej naszego celu podrozy, czyli Yamoussoukro, ale za to dobrze ukryta w buszu. Kilka tygodni temu przyszla do nas dziewczynka, w wieku jakies 15 lat, wyglodzona i z ranami na dloni. Poprosilysmy o pomoc siostry Misjonarki Milosierdzia ( od Matki Teresy), gdyz one maja szpital, aby przebadaly panne i zobaczyly co mozna zrobic z ranami na rece. Siostry zajely sie Adja, a my zaczelysmy przygotowywac jej miejsce w naszym domu dla dziewczat, myslac, ze moze potem wyslemy ja na kurs alfabetyzacji i nauczy sie jakiegos zawodu. Historia dosc typowa ; ucielka od kobiety , u ktorej miala pracowac, bo ta ja zle traktowala. Zreszta o tym latwo mozna bylo sie przekonac, patrzac na Adje, na jej ubranie, rece w ranach, wlosy potargane... Po tygodniu pobytu w szpitalu u siostr, okazalo sie, ze dziewczynka nie bedzie mogla do nas wrocic, jest chora na AIDS, wiec nie mozemy jej umiescic z naszymi dziecmi, oddac do sierocinca, tez nie mozna, bo ma rodzine. Jedyne wyjscie to poszukanie rodziny. Panna chetnie opowiadala, gdzie jest jej dziadek, ze to daleko, myslac, ze my raczej tam nie pojedziemy. Kiedy widzialysmy, ze nie ma dla niej innej mozliwosci, jest juz podleczona, regularne wyzywienie tez wzmocnilo jej sily, postawilysmy przylaczyc te historie rowniez do mojego wyjazdu. Jadac wlasnie do tej wioski o nazwie Ketepre, przyszlo nam miec przygode z woda. Pora deszczowa wlasciwie dopiero sie zaczyna, ale deszcze sa obfite. Droga przez busz nie zawsze byla zbyt dobra, ale jakos dalo sie przejechac, i oto w pewnym momencie przed nami pokazala sie kaluza, nie az taka wielka, ale koniecznie trzeba bylo przez nia przebrnac, bo droga byla bardzo waska i zadnej innej mozliwosci. Pomiary zrobione patykiem niby nas utwierdzily, ze kaluza jest przejezdna. Ale rzeczywistosc okazala sie inna, kilkanascie centymetrow i juz samochod nie chial dalej sie posunac, ani do przodu , ani do tylu… co tu robic ? Dochodzila 16 godzina, za niecale dwie godziny bedzie noc, a to nieciekawe zostawac na noc w buszu, w dodatku calkowicie nieznanym. Wioska, ktora zostawilismy za soba byla oddalona o jakies 4 km. Wracac na piechote, aby poprosic o pomoc ? To bylo jedyne wyjscie. Nie ma mowy o mapach, te wioski nie sa zaznaczone na zadnej mapie…. Jednak mielismy sporo szczescia. Niedaleko nas bylo pole i tam pracowal mlody czlowiek, slyszac halas silnika, przyszedl zobaczyc co sie dzieje. Sam jednak nie dal rady, wiec poszedl po pomoc. Pomyslalam, ze jak poszedl do wioski co za nami, to bedzie to dosc dlugo trwalo. Upewniwszy sie, ze wioska, do ktorej mielismy sie udac, jest za jakies 3 km poradzilam wychowawczyni by ruszyla w droge z Adja, a my jak tylko uda nam sie auto wyciagnac z wody, jakos do nich dojedziemy.
Na cale szczescie, nie musielismy az tak dlugo czekac. Mlody czlowiek nie szedl do wioski, a jedynie na sasiednie poletko gdzie pracowali jego bracia.
W piatke wypchali samochod z wody, swymi maczetami wycieli wysoka trawe i juz wtedy latwiej moglam przejechac, moczac jedynie jedna strone kol.
Szybko dogonilsmy naszych piechorow i razem dojechalismy do wioski. Okazalo sie, ze nasza panna dosc dobrze sobie wszystko przypomniala i sama nam wskazala dom dziadka. Tam byli mile zaskoczeni jej przybyciem i jak sie dowiedzieli, ze jedziemy az z Abidjanou, bardzo nam dziekowali. Przy takiej okazji, zawsze trzeba usiasc i wyjasnic, co i jak. Mozna przy tym przyjac ich posilek, ale mysmy sobie to podarowali, nie abysmy byli syci, bo wlasciwie poza sniadaniem nic nie mielismy w ustach, ale raczej z uwagi na godzine, jaka sie zblizala, chcialam za wszelka cene dojechac do miasta aby wychowawczyni mogla jeszcze zlapac jakis autobus jadacy do stolicy.
Krotko wiec zostala opowiedzina historia, jak Adja trafila do nas, oczywiscie wszystko bylo mowione z jezyku Baulé, po francusku rozmawial tam jedynie wnuk dziaka Adjy. Dowiedzielismy sie wiec, ze mama Adjy jest chora i nie zawsze panuje nad soba i wtedy Adja otrzymywala baty, potem oddala ja do pracy do swojej znajomej, ale tam dziewczynka tez nie miala szczescia. Przez to nauczyla sie uciekac z domu i to byla jej kolejna ucieczka. Tym raem jednak obiecala nam i dziadkowi, ze juz nie bedzie uciekac. Musielismy tez poinformowac jej opiekuna o chorobie, aby uniknac innych zarazen; mamy nadzieje, ze wezmie na powaznie nasze rady.
Juz zapadala noc kiedy dotarlimsy na dworzec w Yamoussoukro. Mielismy tez szczescie, Liliane nasza wychowawczyni, znalazla jeszcze miejsce w autobusie. A my juz ze spokojnym sercem udalismy sie w strone bazyliki...

Spotkanie

Posté le 04.04.2008 par misjedzieciradosc
Na 2 kwietnia w Yamoussoukro wyznaczylismy sobie w tym roku spotkanie misjonarzy Polakow, pracujacych na Wybrzezu Kosci Sloniowej. Data jak wiadomo zwizana jest z odejsciem do Pana naszego Ojca sw Jana Pawla II. Wlasnie dlatego chcielismy byc razem i raz jeszcze modlic sie jak nie za niego, to o szybka beatyfikacje, jak tez dzielic sie naszymi doswiadczeniami misyjnymi, naszymi radosciami i troskami. A atmosfera Wielkiej Nocy pomagala nam spojrzec na wiele spraw oczami wiary i wzniecala nadzieje, tam gdzie zniechecenie sie wdzieralo.
O nie nie bylo trudno: w grudniu pozegnalismy polskiego misjonarza, ks Wladyslawa, w Wielki Czwartek zmarl biskup w jednej z nszych dziecezji, mlody, pelen energii i nowych smialych planow, a w ubiegla sobote zginal mlody Salezjanin z tutejszej prowincji afrykanskiej. Przez lata pracowal na Wybrzezu, a we wrzesniu pojechal sluzyc mlodziezy w Mali i stamtad Pan go zawolal do siebie. Wspominalismy ich wszystkich przed Panem dziekujac za dar ich zycia i ofiary.
Yammoussoukro jest stolica kraju, trudno dzis stwierdzic polityczna czy administracyjna, ale nia jest. Tam wlasnie przed 17 laty zostala konsekrowana przez Jana Pawla II Bazylika Matki Bozej Pokoju. Ufundowal ja poprzedni Przydent i forma troche przypomina Bazylike sw Piotra w Rzymie, zreszta przekonajcie sie sami....

Udzielanie Komunii sw

Posté le 16.03.2008 par misjedzieciradosc
Kiedy jest tak wiele ludzi podczas uroczystosci i udzilanie Kmunii trwaloby bardzo dlugo, jestesmy z urzedu zobowiazane pomoc kaplanom w rozdzielaniu KOmunii sw.

Niedziela Palmowa

Posté le 16.03.2008 par misjedzieciradosc
Jak jest inny wystroj Niedzieli Palmowej, smiem twierdzic, w Afryce. Wszedzie gdzie bylam w krajach afrykanskich, choc moze nie bylo tego wiele, ten dzien jest przezywany bardzo uroczyscie. Nie ogranicza sie jedynie do pojscia na Msze sw z palma.
Rano obowiazkowo procesja z palmami i spiewem na czesc Chrystusa Syna Davidiwego. Po blogoslawienstwie palm zostala odczytana Ewangelia o tryumfalnym wejsciu Chrystusa do Jerozolimy. Palm u nas ie brakuje, to prawda, wycina sie galazki te najdelikatniejsze, w samym srodku drzewa. Taka procesja moze trawac nawet i z godzine, przechodzimy ulicami miasta i speiwamy. Bywa, ze jakas sekta tez organizuje procesje i wtedy czasem sie spotykamy na jakims skrzyzowaniu. Dzis na szczescie tego nie bylo. Nie wiem dlaczego ale nie sa to spotkania ktore dodaja radosci. Swiadomosc, ze nie jestsmy razem, ze Kosciol cierpi rozlam jest dosc mocna.
Potem po przybyciu a miejsce Mszy sw, Msza sw z lektura Meki Panskiej z podzialem na role.

Nasza parafia aby sprostac temu dosc trudnemu zadaniu, bo jak dac mozliwosc uczestniczenia w procesji i Mszy sw gdy jest tylko jedna w tym dniu, dla tak wielu parafian? Ten problem zostal rozwiazany u nas dzieki naszym misjom; Ksiezy Salezjanow i naszej. Kazda grupa wiekowa mogla miec wiec swoja procesje a nastepnie Masze Sw. Dzieci maszerowaly ze szkoly przy parafii i poszly na misje do Salezjanow. Mlodziez z parafii procesja przeszla na nasza misje, a dorosli z misji salezjanow przeszli na parafie.
Oto kilka zdjec z naszej Mszy sw z mlodzieza.

Oswiadczyny czy slub?

Posté le 24.02.2008 par misjedzieciradosc
Nie wiem jak by to w Posce nazwano, slubem czy oswiadczynami. Wczoraj uczestniczylam w ceremoni tradycyjnego proszenia o reke, ktore tutaj jest nazywane wlasciewie slubem. Po takiej ceremoni wlasciwie dwoje mlodych ludzi juz sa malzenstwem, jesli sa w odpowiednim wieku.
Wszystko odbywalo sie w domu dziewczyny. Zostalam zaproszona jako odpowiedzialna za katecheze, bo dziewczyna jest katechetka w mojej parafii.
Na taka okazje schodza sie najblizsi z rodziny i nie moze w zaden sposob zabraknac wujostwa, to bardzo wazne, wujo czasem ma wiecej do powiedzenia niz rodzic....
Przybywaja rodzice chlopaka, rowiez z cala swita wujostwa. I oczywiscie kazda strona ma " posrednika" czyli tego, ktory bedzie stale przemawial w imieniu rodziny. tutaj rola " posrednika " jest szalenie wazna. Zadna prawie dziedzina zycia nie obejdzie sie bez jego interwencji....
Posrednik moze byc z rodziny ale nie koniecznie.
Wszystko odbywalo sie w jezyku Baule, gdyz z tego plemienia jest rodzina mojej katechetki. Na szczescie od czasu do czasu bylo nam tlumaczone o czym tez tak zywo dyskutuja. Niektorzy czlonkowie rodziny chlopaka nie znaja jezya Baule wiec im tez tlumaczono.
Najpierw jest wstep opowiadajacy, ze on ' czyli posrednik i wujo chlopaka, dlugo przchodzili sie po dzielnicy ( jak to bedzie na wsi to mowia o wiesce) i szukali pieknego lustra, w ktorym moglby sie ich syn przejrzec. No i trafili na ten dom, gdzie znalezli kilka luster. Ale jedno szczegolnie ich zachwycilo i chcieliby je miec. To lustro ma na imie Nathalie ( to jest imie dziewczyny o ktorej reke prosza). Rodzina dziewczyny przedstawila wiele trudnosci aby im oddac to lustro. Ale wyliczanie tych trudnosci bylo omawiane w czesniej o czym my nie wiemy. Po krotkich namowac , po cichu miedzy czlonkami rodziny, w koncu posrednik oznajmia, ze ewentualnie moga mu oddac to lsutro ale potrzeba aby cos zostawil w zamian. Rodzina chlopaka zaczyna wyciagac podarki jakie przewidzieli. Wartosc tych podarkow jest nieoficjalnie ustalana wczesniej
Tak wiec na stol sie kladzie pewna, okreslona ilosc butelek roznego rodzaju alkocholu, wczoraj bylo ich 6, potem tradycyjne materialy co najmniej 6m, dla mamy i 18m dla dziewczyny, jak tez i dla tata 6m. Nastepnie posrednik oglada dary i ocenia ich wartosc, czy to aby wystarczy. Nawet jesli sie umowili wczesniej na wartosc, to wcale nie znaczy, ze tak od razu zaakceptuja przedstawione dary. I tak tez bylo wczoraj. Jeden z materialow nie spodobal sie posrednikowi i zaczal cos tam marudzic, dziewczyna, ktora juz wtedy mogla sie pojawic, wyrazajac zgode ze moga przyjac podarki ( co oficjalnie oznacza zgode na chlopaka) szepnela, ze jest ladny, wtedy po jakiejs chwili posrednik dolaczyl material odlozony do pozostalych.
Suma pieniedzy jaka zosala ofiarowana, tez sie rodzinie wydawala niezbyt wysoka, a juz nie mozna zapomniec o soli, Sol jest bardzo waznym elementem w podarkach przy proszeniu o reke, i niestety 4 kg jakie ofiarowano rodzinie dziewczyny wydawalo sie to calkowiecie niewystarczajace, te sol potem dzieli sie posrod wszystkich czlonkow rodziny dziewczyny Co tu zrobic? Odrzuca prosbe, trzeba bedzie wrocic z kwitkiem i zaczac od nowa? I tu posrednik musi wykazac caly swoj talent. Po krotkiej koncentracji z rodzina, zabiera glos i przyznaje racje,ze ich uwagi sa sluszne i ze rodzina chlopaka jak najbardziej gotowa jest do zadoscuczynienia przedstawionym wymaganiom. Ale na dzis jest to niemozliwe, tak wiec wroca nastepnym razem i uzupelnia brakujace rzeczy, ale czy moga dzis liczyc na przychylna odpowiedz? Posrednik rodziny dziewczyny odpowiada, tak i wszyscy bija brawa...
Czuje sie ulege w powietrzu, ja patrze na chlopaka i widze jak jest mu juz o wiele lzej, to co najgorsze juz za nim.
Teraz wiec rodzina dziewczyny ofiarowuje rodzinie przybylej 4 butelki alkocholu by im podziekowac, za to, ze omineli tyle domow i wlasnie przybyli do ich domu aby poprosic o lustro. ( Jak mozna sobie wyobrazic "lustro" jest tutaj symbolem, tutaj uzywa sie jeszcze bardzo duzo symboli, co prawda znajomosc symboli powoli zanika i juz coraz mniej osob zna plynnie ich znaczenie i zastowosanie)
Nastepnie rodzina chlopaka tez ofiarowuje 4 butelki alkocholu by raz jeszcze podziekowac za przyjecie podarkow i zgode na oddanie im lustra.
I tu juz mozna uznac przymierze za zawarte. I wszyscy sa proszeni na posilek.
Uzylam slowa przymierze, bo zaslubiny tradycyjne w Afryce to prawdziwe przymierze dwoch rodzin a nawet klanow. Wiadomo, ze w chwilach trudnych klan, ktory jest zwiazany przymierzem malzenstwa ich dzieci, nie bedzie wystepowal przeciwko sobie. Moga na siebie liczyc w razie potrzeby.
Czy wszystkie malzenstwa zawierane na Wybrzezu Kosci Sloniowej sa zawierane w sposob tradycyjny? Trudno na to pytanie odpowiedziec w sposob jednoznaczny. Jesli malzenstwo jest zawierane, to tak, musi ono byc najpierw zawarte tradycyjnie. Gdyz w innym przypadku rodzina moze zawsze odebrac corke, bez wzgledu na to, ze sa dzieci i ile ich jest. Zdarzalo sie, ze mlodzi ludzie, ktorzy zalozyli rodzine bez ceremonii tradycyjnej ( oczywiscie nie mieli tez slubu cywilnego, siedzieli na wiare jak by to sie u nas powiedzialo) i potem zona umarla, zabrano jej cialo do rodziny, nie pozwalajac mezowi na pochowanie. Tutaj jest to wielka hanba....
Slub cywilny mozna otrzymac jedynie jesli slub tradycyjny zostal zawarty. Koscielny slub tez nie moze sie odbyc z pominieciem tradycji, gdyz zgoda rodziny jest tutaj szalenie wazna.
Ale jaka jest rzeczywistosc? Dary jakie trzeba zlozyc rodzinie dziewczyny nieraz sa tak wygorowane, ze chlopak za nic nie jest w stanie odlozyc by to wszystko oplacic. lacza sie wiec ludzie w pary z cichym przyzwoleniem ale niestety nie moga sie pobrac ani cywilnie ani w kosciele. Inkulturacja ma tutaj szalone zadanie, ale jest to proces bardzo dlugi i bardzo delikatny. Nie mozna niszczyc tego co dla nich wazne, trzeba z cierpliwoscia ukazywac wyzszosc jednej wartosc nad druga. Jesli rodzina jest wierzaca od dwoch co najmniej pokolen, problem jest o wiele latwiejszy, ale wystarczy ze jakos wujo, albo cioteczka ,zaleznie od plemienia, nie zgodzi sie na zbyt male dary, nic sie nie da zrobic. I zyja sobie mlodzi "na wiare", rowniez bez zabezpieczenia cywilnego, jak np renta w przypadku smierci jednego z malzonkow, rodzinne....
Czasmi staramy sie posredniczyc w negocjacjach a nawet jesli rodzina jest bardzo biedna, pomagamy w zakupie kilku rzeczy by jedynie rodzina sie zgodzila na slub.
No coz przed nami jescze sporo lat cierpliwosci.
Ce blog est hébérgé par centerblog. Créer un blog c'est simple, rapide et gratuit sur centerblog.net !
Signaler un abus