Créer un nouveau blog :

A propos de ce blog


Nom du blog :
misjedzieciradosc
Description du blog :
C'est le lieu où j'aime partager mes experience missionnaires vecu en Côte d'Ivoire et autres
Catégorie :
Blog Religion
Date de création :
21.11.2007
Dernière mise à jour :
23.08.2009

RSS

Navigation

Accueil
Gérer mon blog
Créer un blog
Livre d'or misjedzieciradosc
Contactez-moi !
Faites passer mon Blog !

Articles les plus lus

· WIELKIE DZIEKI UN GRAND MERCI
· Kolejna ofiara
· nasza misja
· Ogien
· Nasze Centrum
· Misje
· Centrum
· Abidjan
· Pozegnanie
· nasza misja

Statistiques 50 articles


Derniers commentaires

a lire absolument: la bible n'est pas la vérité. bonj our, qu' en pensez-vous? réaction attendue. vous pou...
(Voir la suite)
Par LE+CHERCHEUR, le 14.11.2009

bonsoir, je passe a nouveau voir ton blog, tres sympa le tien, donc il contient beaucoup de bonne chose, je t...
(Voir la suite)
Par robert, le 12.05.2009

varoum venzaguen goud in tak gued vroune tochbidain ya godbisen tu ne comprend pas tu vois change ton langage...
(Voir la suite)
Par Anonyme, le 30.12.2008

ti parle quoi majoukia parle français svp nous pas compri toi pomme de terre dans la bouche non oui ha ! bon c...
(Voir la suite)
Par Anonyme, le 30.12.2008

bzne pretare nfrdpu fred sebfd ksepnbvfr ytykpd jhgtfr...
(Voir la suite)
Par PASTEUR, le 30.11.2008

bonjour je vous invite à venir voir mon blog chretien me rci lien vers mon blog...
(Voir la suite)
Par Emmanuel, le 13.04.2008

brawo !!! piękne zdjęcia...
(Voir la suite)
Par Maja, le 16.02.2008

brawo !!! piękne zdjęcia...
(Voir la suite)
Par Maja, le 16.02.2008

brawo !!! piękne zdjęcia...
(Voir la suite)
Par Maja, le 16.02.2008

ależ nowoczesna siostrzyczka z ciebie :-d...
(Voir la suite)
Par Wioletta Hełk, le 23.11.2007

bravo sr margo très bien. j'ai tout lu et bien compris....
(Voir la suite)
Par Marie-Claire, le 22.11.2007

RSS

Recherche
Recherche personnalisée

Powrot do Afryki, ladawanie w Beninie

Publié le 23/08/2009 à 17:32 par misjedzieciradosc
Witam was wszystkich bardzo serdecznie po calorocznym milczeniu.
Od wczoraj jestem w Beninie, moja nowa misja, byc moze stanie sie nowa ojczyzna...
Kraj sasiaduje z Togo, z Burkina Faso i Nigerem, nie mylic z Nigeria; Klimat podobny do klimatu jaki jest na Wybrzezu Kosci Sloniowej. Ale tutaj zanosi sie na wieksza ilosc komarow i roznego rodzaju muszek, bo nasza misja graniczy z wielkim zalewem. Z jednej strony dobrze bo jest woda, ktora mozna podlewac wielki ogrod, ale z drugiej strony istna wylegarnia.



--

Jestem

Publié le 21/08/2008 à 12:00 par misjedzieciradosc
No i jestesm juz w Polsce.
Przylecialam we wtorek rano i powitalo mnie piekne slonce, ponoc wy tutaj macie go juz dosc, ale mnie bylo calkiem milo poczuc jego cieplo.
Z radoscia patrzylam na nasz przyrode, tak przeciez rozna od tej afrykanskiej. Tam roznice zauwaza sie jedynie przed i po deszczach, a u nas przeciez sa az 4 pory roku i tym razem bede mogla na nowo cieszyc sie ogladaniem przyrody jk sie zmienia z dnia na dzien. Oczywiscei nie dla przyrody przyjechalam, mysle jednak, ze na odnowienie sil fizycznych i duchowych przyroda tez bedzie miala swoj wplyw.

Rok sabatyczny

Publié le 15/08/2008 à 12:00 par misjedzieciradosc
Czy wiecie co to takiego , rok sabatyczny? Ja nie barzo znam pochodzenie tego slowa, ale to chyba pochodzi od " sabatu" zydowskiego. W sabat Zyd nie powinien skalac sie zadna ciezka praca, by swoj wolny czas mogl przeznaczyc na modlitwe i nabranie sil. I chyba tak to rozumie tez w moim wydaniu. W poniedzialek rozpoczynam moj rok sabtyczny, tak wiec niebedzie zbyt wiele nowin z Afryki a raczej z ùmiejsc, ktore bede odwiedzac lub z tego co bede porabiac.

Kolejna ofiara

Publié le 09/08/2008 à 12:00 par misjedzieciradosc
Niestety nasza radosc z ocalenia choc jednego dziecka nie byla zbyt dluga.
Dziewczynka zmarla dzis rano. W nocy miala bardzo silne dreszcze i kiedy rano mama udala sie do szpitala bylo juz za pozno. Dziecko zmarla zanim matma zdazyla przyniesc z apteki lekarstwa.
Bo nasze szpitale dla biednych nie maja nic na oddziale, po wszystko trzeba isc najpierw do apteki, nawet jesli jest to kwestia minut. Czasem sie zastanawiam czy ci ludzie zdaja sobie sprawe, ze zycie jest bezcenne??????

Ocalic dziecko

Publié le 07/08/2008 à 12:00 par misjedzieciradosc
Chyba nie tylko na Wybrzezu Kosci Sloniowej, ale we wszystkich krajach afrykanskich istnieja dwa rodzaje szpitali; dla bogatych i biedoty. Nie moge ukrywac, ze w szpitalu dla biednych nie bywamy zbyt czesto, no moze ja, gdyz nie jestem zwiazana bezposrednio z akcja socjalna. Ale wczoraj bylo inaczej. Przyszla pewna mloda mama ze skierowaniem do szpitala gdyz dziecko, siedmiomiesieczna dziewczynak ma silna anemie i potrzebuje aby jej podac krew. Przyszla do nas, bo od dziecka przychodzila sie tutaj bawic i liczyla, ze siostr jej pomoga. Wiedzac, ze w domu jest prawdziwa nedza, ojciec bez pracy, bez dachu nad glowa i maz w dodatku pojechal do rodzinnej wioski na nie wiadomo ile czasu, albo calkiem zniknie z jej zycia. tak niestety sie tu czesto dzieje, kiedy ludzie traca prace , nie maja za co zyc, to lepiej sie ulotnic a kobieta niech sobie glowe smaruje jak przezyc ona i dzieci.
Tak wiec Helena przyszla do nas pokazujac nam skierowanie. Co bylo robic? Nie mozna narazac dziecka na pewna smierc. Jedna z siostr pojechala z nia do szpitala. To bylo gdzies okolo godziny 10 rano. Z jednego szpitala do drugiego w poszukiwaniu krwi, o godz 17 siostra dzwoni, ze nie ma krwi nawet w Centrum dystrybucji, wiec trzeba zostawic dziecko w szpitalu i czekac az bedzie krew, kiedy , nie wiadomo. W domu wlasnei bylo zebranie naszych siostr, sporrod nich znalazlysmy dwie chetne, kotre mialy te sama grupe krwi co dziecko, aby w ten sposob przyjsc z pomoca. Pojachalam z nuimi do Centrum, ale neistety tutaj spotkalysmy sie z odmowa przyjecia nas i pobrania krwi. Rozumiem, ze nalezaloby ja zbadac, choc siostry maly ostatnie wyniki badan, ale coz , glowa muru nie przebijesz. W koncu okolo godz 20 dojechala krew, ale ludzi bylo tyle, ze hej.... Powiedziano siostrze aby czekala byc moze cos zostanie i dla nas. ja w tym czasie odwiezlam siostry do domu i czekalam na telefon by wrocic po siostre i ewentualnie krew. zadzwonila dobrze po godz 22, wiec szybko teraz do szpitala. Kiedy dojechalysmy tam, nasza mala juz miala podlaczona kroplowke i spala. Dowiedzialysmy sie,z e w miedzyczasie zmarlo 4 dzieci z powodu silnej anemi i braku krwi.
Nasza mala zostala ocalona, ale tamte dzieci nei maily takiego szczescia jak ona.
Dlaczego tak brakuje krwi i dzieci tak licznei umieraja? Lipiec i sierpien sa tutaj miesiacami deszczowymi , dosc chlodnymi i przy tym szalenie duzo komarow. Jest wiec to czasz szalenstwa malarii,ktore zreszta i nas w tym roku nie poszczedzila. Ale ludzie tutejsi nie umieja sie przed nia bronic mimo, ze od wiekow z nia zyja. Bardzo zwlekaja z pojsciem do lekarza, czasem az do ostaniej chwili i dlatego potem sa tego konsekwencje, ze nic sie juz nie da zrobic. jest to zrozumiale z powodu biedy a czasem nawet mentalnosci. Z dziecmi jest jeszcze gorzej, bo u nich trzeba zauwazyc chorobe, samo nie powie ze jest chore. Malaria jest dosc trudna do wykrycia, jesli ososba nie powie jakie ma objawy.
Czy jest jakas rada na to? tak i nie; edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja ...;
Do domu wrocilysmy po godz 23, dzisiaj mala juz wyszla ze szpitala. Miejmy nadzieje ze teraz odzyska sily i anenia juz jej nie oslabi. Tego dnia szpital byl przepelniony chorymi dziecmi, jakby sie zmowili. i wiekszosc wlasnie anemia spowodowana malaria i zlym odzywianiem. A warunki w jakich dzieci byly przyjmowane, az skora cierpnie.... nie wiem czy nasze polskie dzieci by przezyly w takich warunkach.

Jakim prawem?

Publié le 29/07/2008 à 12:00 par misjedzieciradosc
Wczoraj bylam w wiezieniu, nie zebym cos przeskrobala, nikt nie przeskrobal, albo tak.... Nasz stroz nocny szedl wlasnie do pracy okolo 18h30 i jego wina bylo, ze na drodze do pracy, ktora co dziennie przebywa, przedwczoraj ustawila sie policja, aby "zbierac" kogo popadnie, (przypomina misie tutaj apanka z filmow o II wojnie swiatowej!). Zostal po prostu zatrzymany, nie dlatego, ze nie mial dokumentow, ze jest z Burkina Faso, po prostu wlasnie tedy przechodzil. Kiedy powiadominy przez niego drugi stroz przyszedl mi to powiedziec, bylo juz dosc pozno i nie moglam jechac na policje. Pojechalam nastepnego dnia, ale jego juz na komisariacie nie bylo, musiala jechac do wiezienia.....
Wczesniej chcialam wypytac policjantow na komisariacie, dlaczego go zatrzymali, przeciez ma wszystkie dokumenty. Tak po prostu, aby sprawdzic czy nie jest wloczykijem, jak w ciagu trzech dni ktos sie po niego zglosi, to go puszcza. A jak osoba nie ma mozliwosci powiadomienia gdzie jest? No coz wzroszyli ramionami. Wtedy zdalam sobie sprawe, w jakim ja zyje kraju...
Zeszlam na dol, do piwnicy, gdzie meszczyzni byli przetrzymywani w jednej wielkiej sali, a wlasciwie to byl korytarz ogrodzony krata, wiec i slonce i deszcz mialy tam dostep.
Wywolano imie naszego stroza. Dosc szybko zobaczylam jego glowe, ale trudno mu bylo sie przedostac do kraty, bo kazdy sie pchal w nadzieji, ze to po niego ktos przyszedl. zadnych formalosci, zadnego sprawdzania, wystarczylo powiedziec, ze ten czlowiek u nas pracuje i zostal wypuszczony....
Potem mi opowiedzial, ze nikogo o nic nie pytali, nie spradzali dokumentow, tak ze nie tylko obcokrajowcy sie dostali do wiezienia ale rowniez obywatele Wybrzeza. Kto pytal jakim prawem to robia, to otrzymywal kije. Mozna bylo sie wybronicod wiezienia, ale trzeba bylo zaplacic, ale nasz pracownik mial tylko dwa tysiace tutejszych pieniedzy, a to bylo zbyt malo dla policjanta, wiec trafil do wiezienia. Oczywiscie ja niczego nie placilam, bo to jest przeciez " bzdura" ze policja bierze pieniadze.....

I po strajku?

Publié le 22/07/2008 à 12:00 par misjedzieciradosc
Niby jest juz po strajku, transport zaczal funkcjonowac na nowo, ale raczejnie mozna mowic o rozwiazaniu problemu. Bylo wiele obietnic, nawet takie, ze obniza cene paliwa, ale niestety ceny wielu artykulow juz i tak poszly w gore i nikt nie zamierza raz jeszcze przeprowadzac zmian. Tak wiec dla przecietnego mieszkanca nic sie nie zmienilo na lepse. Prezydent obiecuje wybory na mur, na listopad, ale kto mu wierzy?
Spora grupa naszych dziewczynek udala sie na wakacje do swoich rodzin, albo do rodzin z nami zaprzyjaznionych, to mi pozwolilo ^rzeproadzic male remonty w ich domu, a jest co robic. trzeba odmalowac sciany w ich pokojach i w salach do nauki czy jadalni.
Pogoda nie bardzo temu sprzyja, bo wlasnie jest pora deszczowa i farba schnie powoli. No ale jest to jedyny czas jakim dysponujemy, gdy jest mniej dziewczynek w domu.

Strajk

Publié le 16/07/2008 à 12:00 par misjedzieciradosc
Od trzech dni trwa strajk taksowek. A one sa prawie jedynym srodkem transportu. Jest zbyt malo autobusow miejsckich by cala stloca mogla spokojnie udawac sie rano do pracy. Kazda wielka dzielnica ma swoje taksowki w odpowiednim kolorze. One przewoza ludzi za ustalona oplata; Sa tez taksowki na licznik, jak wszedzie. I wlasnie ci najwieksi przewoznicy w stolicy od poniedzialku oglosili strajk. Az sie serce kroi widziec ludzi od wczesnego ranka maszerowac, by dojsc do pracy. Nie maja rowerow, nie maja innych mozliwosci, autobusy i tak juz przepelnione nie sa w stanie sprostac problemowi. A dlaczego strajk? W ubieglym tygodniu podwyzszono cene paliwa o 1/3 euro, to duzo bo 30% calej ceny paliwa. Otoz ludzie wsiadali do taksowek ale przy wysiadaniu odmawiali placenia nowej ceny, ktora oczywiscie byla wyzsza. Zdesperowani taksowkarze oglosili strajk. Ludnosc teraz placi konsekwencje i podwyzszki cen i swojego zachowania. Ale tez i nie ma co im sie dziwic, chociaz uderzenie zostalo skierowane nie w tych co nalezy. Ludzie sa juz u szczytu wytrzymalosci. Pensje jakie otrzymuja sa prawie glodowe, w bardzo wielu przypadkach. Ludzie tez boja sie reklamowac podwyzesz, bo na drugi dzien juz nie ma dla niego miesca w pracy. Kazdy cichsiedzi, aby tylko utrzymac miejsce.
Trwaja rozmowy, ale na wiele to sie chyba to nie zda, bo rzad i tak nie ustapi i nie obnizy raz podniesionej ceny. O placach tez nie ma co marzyc. Prezydent obiecuje wybory w listopadzie, ale czy to cos zmieni....,

WIELKIE DZIEKI UN GRAND MERCI

Publié le 13/07/2008 à 12:00 par misjedzieciradosc
Hier matin sont venues deux personnes qu'on n'attendait pas du tout! Non parce qu'on ne le souhaitait pas, mais parce qu'on ne pensait pas, pas de cela. Il y a plus de deux mois, qu'un jour est venu chez nous une fille, l'âge plus au moins 17-18 ans. Elle n’était pas lavée depuis plusieurs jours et aussi affamée, ses vêtements réclamaient un replacement. La nuit tombait déjà quand elle est venue. Quoi faire? Comment aider? Elle disait qu'elle s'est perdue, les gens n'étaient pas gentilles avec elle et on le voyait sur son corps. On pensait aussi que peut-être elle est un peu perdu psychologiquement....Nous nous sommes quand même occupé d'elle, elle a reçu le repas, la possibilité de se laver, un pagne à changer et elle est partie dormir. Le lendemain je l'ai accompagnée chez les sœurs de mère Thérèse qui on un hôpital pour voir l'état de ses blessures et aussi sont état psychologique. Après un certain temps à notre demande des nouvelles de la fille, les sœurs nous on dit que la famille l'a retrouvé et qu'elle est retournée chez elle. Nous avons rendu grâce à Dieu pour cette belle finition de l'histoire. Et voilà ce matin la surprise: la fille en question est venue avec sa mère pour remercier la sœur qui l'a accompagné à l'hôpital. Nous étions toutes émues, car nous n'attendions pas que la famille se déplace pour nous dire merci. La fille n'était pas malade, simplement elle s'est perdu à Abidjan et l'angoisse a fait qu'elle ne se retrouvée plus et les gens pas gentilles l'on prit comme malade. Dieu merci qu'elle est venue chez nous... On ne sait jamais
combien de bien on peut faire sans se rendre compte. Cette fois si nous toutes on été remercié, et je pense que nous avons apprit une bonne leçons. Dieu merci aussi pour cette leçon.
Postanowilam pisac w dwoch jezykach, gdyz blog jest na necie francuskim i sporo ludzie go owtwiera nie mogac jednak czytac.


Wczoraj rano mialysmy niezwykla wizyte, ktorej nigdy bysmy sie nie spodziewaly.
Ale moze zaczne od poczatku.
Jakies dwa miesiace temu , poznym popoludniem, wieczorem juz wlasciwie ( bo tutaj noc zapada o 18 godz) przyszla na misje mloda dziewczyna, w stanie prawie oplakanym, proszac aby ja przyjac na noc. Byla brudna, wlosy bardzo zaniedbane, ubranie podarte, ledwie sie na niej trzymajace. Mialysmy wrazenie, ze nie jest calkowicie zdrowa. Widoczne byly znaki pobicia. Tutaj sa bardzo liczne przypadki ludzi oblakanych, ktory walesaja sie ulicami, gdyz nie ma zadnego przytulku dla tego rodzaju ludzi chorych. Rodziny je czesto wyrzucaja, nie chca sie nimi zajac. Myslalysmy, ze i ta dziwczyna jest takim przypadkiem. Co tio robic? Przyjac ja do naszego domu dziewczat nie mozemy, jest zbyt duza i w dodatku trzeba by sprobowac mimo wszsytko poszukac rodziny. Ale poki co dalysmy jej jesc, umyla sie i przebrala w inne ubranie, ktore jedna z siosrt w miedzyczasie poszukala.
Przspala noc i rano stwierdzilysmy, ze trzeba najpierw zobaczyc jej rany, na ile mozna je leczyc i jak glebokie jest je uposledzenie. Opowiadala, ze chodzi do szkoly, ze jest w ostatniej klasie liceum, ale nie pamietala jak sie nazywa jej wioska, tylko tyle , ze sie zgubila w miescie. Wydawalo nam sie to wszystko dosc dziwne, no ale coz....
Na mnie przypadlo zawiezc ja do szpitala prowadzonego przez Siostry Matki Teresy z Kalkuty, gdyz siostra pielegniarka wlasnie wyjechala do miasta. Jako, ze mialam jechac na targ, wiec po drodze zgodzilam sie ja zawiezc do siostr i poprpsiac by sie nia zajely.
Tak tez zrobilam. Siostra tez zaczela ja wypytywac, ale opowiedzial taka sama historie. Zostala na obserwacje,szczegolnie trzeba bylo opatrzyc rany, kotre zaczynaly ropiec.
Po dwoch tygodniach spotykajac sie z jedna z siort ze szpitala, dowiedzialysmy sie , ze rodzina odnalazla dziewczyne. Co za ulga, ze choc jedna wrocila do domu.
Kilka dni temu dowiedzialam sie od siostr, ze zagubiona dziewczyna przybyla ze swoja mama by nam podziekowac za zajecie sie nia. Okazalo sie, ze dziewczyna wcale nie jest oblakana, i ze to co powoadala jest prawda. Zdala mature ( czekamy na wyniki) i rodzina jest szczesliwa, ze ja odnalazla. Ucieszylam sie na taka wiadomosc i potem juz nie myslalam wiecej o tym.
I oto wczoraj poznym rankiem, siostry mnie wolaja, ze jest ponownie dziewczyna ze wsoja mama i chca koniecznie osobiscie podziekowac siostrze, ktora ja zawiozla do szpitala. Bylam wzruszona, bo to juz rdugi raz mama przybywa do nas i chce nam podziekowac za ocalenie ziecka. Kiedy mnie zobaczyla i dziewczyna mnie pozanala, rzucila mi sie na szyje zalewaja sie lzami i dziekuja , ze zakelysmy sie jej dzieckiem, kotre oni szukali prawie przez dwa miesiace. Okazalo sie ze Daniel, przybyla po raz pierwszy do Abidjanou i zgubila sie. Strach z powodu zagubienia i niemoznosc odnalezienia domu, w ktorym byla goszczona sprawil, ze wzieto ja za oblakana i zle sie z nia obchodzono. Przez ile czasu sie tak blakala,nie wiadomo, ale musial to byc co najmniej miesiac albo i wiecej. Dzieki temu, ze rodzina rozwiesila jej zdjecia wszedzie gdzie sie dalo, pewien mlody czlowiek pracujacy w szpitalu u siostr Matki Teresy, rozpoznal ja i dal znac rodzinie.
My bylysmy tylko posredniczkami, ale rodzina chciala za wszelka cene nam podziekowac, bo wlasciewie u nas byl poczatek mozliwosci by ja odnalez.
Przede mna siedziala ladna mloda dziewczyna, peknie ubrana i zaczesana, ani bym nie rozpoznala w niej tej dawnej dziewczyny o wystraszonych oczach i w podartym ubaraniu.
Siostry,ktore uczestniczyly w tej radosci, wspolnie stwierdzily, ze nigdy nie wiemy ile dobra czynimy pochylajac sie nad bieda innych, ale zawsze trzeba robic wszystko by przyjsc ludziom z pomoca. To byl przyklad jak dobro owocowalo, a ile moze byc takich dobrych czynow; za ktore nikt nam nie przyjdzie powiedziec” dziekuje”? Ale to nic. My mamy byc jak to ziarno dzisiejsze siane przez Pana, siane hojnie, jakby nie przejmujac sie gdzie spadnie. Ale w rzeczywisctosci to nie jest beztroska i marnowanei ziarna, to jest zaufanie i n adzieja, ze nawet na slabeij zimei moze czasem cos wyrosnac. Bog zawsze poklda w nas nadzieje, obysmy sie tego od Niego uczyli.

JMJ

Publié le 11/07/2008 à 12:00 par misjedzieciradosc
Juz tylko kilkanascie godzin dzieli mlodziez od spotkania JMJ z Paiezem w Sydney.
Nasza mlodziez nie mogla sobie na ten wyjazd w zadnym razie pozwolic. Ale nie o to przeciez chodzi aby jechac daleko, by spotkac Chrystusa. Kto moze to jak najbardziej. Nasi duszpasterze poradzili sobie z tym problemem. Odkilku lat probujemy przezywac nasze JMJ krajowe. Niestety w tym roku jakos biskupi zapomnieli, a moze bardziej skupili sie na tym w Sydney? W kazdym razie Salezjanie i Salezjanki skrzykneli mlodziez ze swoich parafii i zorganizowali MSJ czyli Ruch Mlodziezy Salezjankiej ( to juz tlumaczenie). Przedstwawiciele naszej parafii wyjezdzaja jutro rano do miasta Korogo. To miasto znajduje sie na polnocy kraju jakies 700 km, prawie na samej granicy z Mali. Taki wyjazd to dla naszej mlodziezy tez nielada wyprawa, zwlaszcza, ze sami w zyciu nie mogliby sobie oplacic wyjazdu i pobytu. Wspolnie szukali roznych sposobow by troche grosza zarobic na wyjazd. Mamy nadzieje, ze bedzie owocny...
A my jutro mamy ostatnie zebranie katechetow by wspolnie posumowac miniony rok katechetyczny, spojrzec na dzielnuch katechumenow, jak pracowali, jaks ie angazowali w zyciu wspolnoty parafilanej. Roznie to jest, wiec dobrze jest uswiadomic osobie, ze chce sie zaangazowac w przyjazn z Chrystusem, wiec wiecej powagi....
Jutro tez im oglosze nowine mego wyjazdu na rok, poki co zyja w nieswiadomosci ....
1 2 3 4 5 | >>> | Dernière page